Wielozadaniowość - to nie dla mnie

18 cze 2015


Znacie ten stan, kiedy myślicie, że na plecach wyrósł Wam garb zadań, takich "na już, na teraz"? Modlicie się, by wszystko zakończyć jak najlepiej i najszybciej. By wziąć głęboki oddech i bez spinania się wypić tą kawę czy herbatę.

Właśnie mam taki czas, że wymyśliłam sobie pierdyliard różnych rzeczy, które koniecznie chcę zrobić. Założyłam sobie konkretne terminy końcowe, i? Nikt nie goni, oprócz mnie samej. Aktualnie, gdy zamykam oczy, to widzę...

Siedzącą siebie przy biurku. Obok pełno kartek, ołówków, gumek, farbek... Kubek, który aż prosi, by go objąć i ogrzać dłonie jego zawartością. W nim gorącą herbatę, która czeka na wymieszanie i wypicie. Ale to nie teraz, bo muszę to, tamto, siamto i owamto. Najlepiej jedną ręką malować, drugą pisać, rzęsami z jednego oka wymieszać herbatę, a drugimi odebrać telefon, który wydaje się być bardziej aktywny niż w wolniejsze dni. A zdjęcia do projektu? No tak, pobawię się w Kameleona Jacksona i rozwinę długi język do spustu migawki. Co to dla mnie...
Po czym się otrząsam i myślę - nie musisz być superwoman, robić wszystkiego na teraz. Daj sobie odpocząć. Świata i tak nie zbawisz, a przecież przez 20 minut nic się nie zawali. Sama sobie ubzdurałaś, że musisz zrobić to akurat do konkretnej daty, a co jeśli deadline zostanie trochę nadszarpnięty? Nic. 
Właśnie "nic". Zwolnij!

A co widzę, gdy zamykam oczy po mniej zajmujących dniach? Wiadomo - rajskie klimaty, lazurową wodę i mnóstwo słońca! :)