Bloger na chorobowym

11 cze 2015


Dopada Cię w najmniej spodziewanym momencie i musisz się poddać tym wszystkim tabletkom, syropom i innym om. Znak, że dopadła Cię choroba. Cóż poczynisz blogerze?


Dostajesz zwolnienie albo jesteś tym szczęściarzem co prace ma w domu i łóżko do 24 godzinnej dyspozycji. Myślisz „Poleżę. Wypocznę. Wyleczę się.” – nic, tylko błogie lenistwo z bonusowym kaszlem, katarem i bólem dającym znać, że masz mięśnie i kości. Wmawiasz sobie, że robić nic nie będziesz. Obiad sam się nie ugotuje, ale może partner w przypływie miłości nakarmi was oboje, czy rodzinę, jeśli jest. Pranie? Jeszcze nie widziałaś, aby uciekało, więc i Ty i ono poleżycie przez chwilę. Mnożysz kolejne wyliczanki. Z bólem głowy przyznajesz się przed sobą, że nie masz na nic siły. Choroba vs. Ty – 1:0.

Jest jednak jedna rzecz, której nie potrafisz sobie odmówić. Myślisz, że będzie miała na Ciebie zbawienny wpływ. Pozwoli nie myśleć o fatalnym samopoczuciu. Tłumaczysz się przed samą sobą, że stukanie w klawiaturę nie jest takie męczące. Do tego możesz zrobić to bez wychodzenia spod kołdry. Żyć, nie umierać! Choroba vs. Blog – 0:1.

Wszelkie podobieństwo do zdarzeń jest przypadkowe ;)


A teraz powiedzmy sobie szczerze :) – czy odkąd prowadzicie swojego bloga, zdarzyło Wam się tak po ludzku chorować bez blogowania? Od razu podkreślę, że nie mam na myśli skrajnych przypadków, gdzie z powodu gorączki nie możesz patrzeć na oczy.