Moja fotograficzna droga WHITE EYED HUSKY (wpis gościnny)

3 maj 2015

Wzdychasz do pięknych zdjęć i marzysz by móc robić podobne? Dziś motywacyjna historia Moniki z bloga White Eyed Husky, pasjonatki fotografii, z której warto brać przykład pod względem determinacji –  i nie tylko.

***
Zawsze wydawało mi się, że fotografia to nie jest hobby dla mnie. Swoją przyszłość wiązałam z grafiką i webdesignem i nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że w moim portfolio pojawi się dodatkowa kategoria. Oczywiście wzdychałam do zdjęć wykonywanych przez profesjonalistów, szczególnie tych, którzy zajmowali się tematyką zwierzęcą, ale gdyby ktoś mi jeszcze cztery lata temu powiedział, że spróbuję zbliżyć się choć trochę do takiego poziomu, zwyczajnie pomyślałabym, że jest w wielkim błędzie.

 Pierwszy aparat kupiłam w momencie, gdy zdecydowałam się na zakup wymarzonego psa w typie syberian husky. Żałowałam, że wcześniej nie miałam możliwości uwieczniania poprzednich psich i kocich przyjaciół i tym razem postanowiłam coś jednak w tej kwestii zmienić. Wyszukałam na allegro najtańszy z możliwych aparatów, a mianowicie Kodak Easy Share, a głównym kryterium wyboru był jego czerwony kolor ;-).

Rok 2010/2011 - pierwsze zdjęcia wykonane Kodakiem. Ucięte łapki, uszy, bałagan w tle, przepalenia słoneczne - to cechy ówczesnych fotografii.

 Pewnie do chwili obecnej pstrykałabym moim pierwszym kompaktem, gdyby nie blogi o tematyce wnętrzarskiej i zamieszczane na nich zdjęcia z rozmytym tłem, które niesamowicie mi się podobały. Podjęłam decyzję o zakupie lepszego sprzętu i wybór padł na bezlusterkowca Olympus PEN E-PL3 z obiektywem kitowym. Co ciekawe Olek też był koloru czerwonego, bo akurat ta wersja była w tamtych czasach najtańsza.

 To jeszcze nie był początek mojego „świadomego” fotografowania. Przyznaję, że nawet nie zdawałam sobie sprawy z możliwości nowego sprzętu. Wiedziałam tylko, że zdjęcia są wyraźniejsze i lepsze jakościowo niż to było w przypadku Kodaka. Oczywiście korzystałam głównie z trybów automatycznych z wbudowanymi gotowymi filtrami. Tak sobie pstrykałam przez kilka miesięcy i wtedy wydawało mi się, że osiągnęłam fotograficzne mistrzostwo. Jak bardzo się myliłam, napiszę w jednym z kolejnych akapitów.

Rok 2012 - pierwsze zdjęcia wykonane Olympusem. Jak widać nadal królowały ucięte fragmenty, brak ostrości w miejscach, w których być powinna. Dodatkowo niemal wszystkie zdjęcia robione były w trybie artystycznym Fotografia otworkowa, a więc posiadały dużą czarną winietkę.

 Kop motywacyjny pojawił się wraz z natrafieniem na stronę ze zdjęciami jeszcze mało wtedy popularnej Alicji Zmysłowskiej. Na początku podchodziłam do tego na zasadzie: „Muszę się dowiedzieć, w jaki sposób powstają takie zdjęcia.” Jednak bardziej interesowało mnie to od strony graficzno-obróbkowej niż od strony fotograficznej. Szybko jednak przekonałam się, że nie tędy droga i że z byle jakiego zdjęcia nie zrobię arcydzieła.

 Zaczęłam więc od sięgnięcia po instrukcję aparatu, która przez te kilka miesięcy leżała nierozpakowana w pudełku. Analizowałam krok po kroku wszystkie najważniejsze elementy. Potem w Empiku natrafiłam na mini poradnik National Geographic dotyczący ekspozycji. Czytałam go strona po stronie, jednocześnie sprawdzając każdą z opisanych funkcji w swoim aparacie. W ciągu jednego dnia zapoznałam się z najważniejszymi pojęciami: przesłoną, ISO, czasem naświetlania, rodzajami obiektywów. Wcześniej myślałam, że te wszystkie arcytrudne pojęcia będą na tyle niezrozumiałe, że nie warto tracić czasu na ich przyswojenie. Było to błędne myślenie.

 Zainwestowałam w kolejne poradniki. Świat fotograficznych pojęć i zasad wciągał mnie coraz bardziej. Dokupiłam jasny stałoogniskowy obiektyw portretowy oraz makro konwerter. Rozpoczęłam też przygodę z obróbką plików RAW w Adobe Lightroom. Jeszcze wtedy poziom mojej twórczości był bliski zeru, o czym przekonałam się prosząc o ocenę zdjęć na forach fotograficznych. Postanowiłam udowodnić sobie i innym niedowiarkom, że jednak potrafię robić zdjęcia, które będą w choć minimalnym stopniu zachwycać innych.

 W międzyczasie zapisałam się na warsztaty fotografii psów, które prowadził założyciel nieistniejącego już Stowarzyszenia Fotografów Zwierząt. O ile kurs z podstaw fotografii nic nowego nie wniósł do mojej dotychczasowej wiedzy, bo powielał wszystko, czego dowiedziałam się z książek, tak warsztaty z obróbki plików RAW diametralnie zmieniły moje podejście do fotografii i grafiki. To właśnie wtedy dowiedziałam się, że do obróbki niezbędny jest skalibrowany monitor graficzny, a laptop ze słabą matrycą i przekłamaniem kolorów nie jest dobrym rozwiązaniem w przypadku post-processingu.

Rok 2013 - początki świadomego fotografowania.

 Potem nastąpiły kolejne miesiące ćwiczeń, spędzania czasu na czytaniu foto-poradników, śledzeniu for internetowych, czerpaniu wiedzy z różnych źródeł i doskonaleniu umiejętności. Wszystkie dotychczasowe zainteresowania poszły w odstawkę, bo zwyczajnie nie starczało już na nie czasu. Po roku zdecydowałam się na sprecyzowanie tego, co tworzę. Zaprojektowałam stronę z portfolio: www.whiteeyedhusky.pl z własnym logo, założyłam profil na facebooku oraz blog.

 Na chwilę obecną mogę śmiało stwierdzić, że powoli zbliżam się do tego, co sobie na początku założyłam. Wydaje mi się, że wypracowałam już styl, który jest rozpoznawalny przez odwiedzających mojego bloga czy profil na facebooku. Zdarza się, że piszą do mnie osoby, które na początku mojej fotograficznej drogi stawiałam sobie za wzór. Okazuje się, że moje zdjęcia są dla nich obecnie inspiracją. To daje jeszcze większą motywację do działania i tworzenia.

Rok 2014/2015

 Co mogłabym poradzić początkującym fotografom? Na pewno warto mieć jasno sprecyzowany cel, do którego dążymy. Wtedy łatwiej jest określić to, nad czym musimy popracować, aby go osiągnąć. Ja wiedziałam, jakie efekty chcę uzyskać i choć teraz nie widzę takiego stylu u siebie, to dzięki początkowym założeniom udało mi się wypracować swoje własne spojrzenie na świat złapany w kadr.

 Warto wierzyć w swoje możliwości, ale jednocześnie starać się zweryfikować to, co tworzymy. Dlatego pomimo tego, że na forach możemy przeczytać kilka niemiłych słów pod adresem naszej twórczości, to jednak warto tam zaglądać i pokazywać swoje zdjęcia innym, bardziej doświadczonym. Dzięki temu uzyskujemy bardziej obiektywny obraz tego, co nieraz wydaje nam się perfekcyjne, a w rzeczywistości takim nie jest.

 Nie można poddawać się już na początku drogi. Fotografia to czasochłonne zajęcie, wymagające mnóstwa ćwiczeń i ciągłego doskonalenia. Ale zapewniam, że włożony trud się opłaci, a satysfakcja wynagrodzi wielomiesięczną naukę i godziny ćwiczeń.


Mam na imię Monika. Prowadzę stronę oraz bloga pod nazwą WHITE EYED HUSKY. Z wykształcenia jestem matematykiem-programistą, z zamiłowania zaś grafikiem, webdesignerem oraz fotografem. Tematyka większości moich prac nieodłącznie związana jest ze zwierzętami, ale próbuję swoich sił również w fotografii dziecięcej. Zapraszam do odwiedzenia mojego portfolio: whiteeyedhusky.pl oraz bloga: whiteeyedhusky.blogspot.com