Okresy

24 sty 2015

Okresy, etapy, momenty… jak zwał tak zwał, ale jednego jestem pewna – każdy je ma, dlatego nie muszę czuć się wyobcowana. Odstawiłam na dalszy plan blogowanie, musiałam złapać głębszy oddech. Jednak chwila ciszy nie oznacza bezczynności...

 W tym czasie zatopiłam się w farbach. Zamiast wieczornego serialu oglądałam obraz z różnych perspektyw, by wyłapać co jeszcze domalować. Upewniałam się, że kolor tła nie zlewa się z resztą i czy aby na pewno kolorystyka jest harmonijna. Tak od świtu do nocy. Nocy, której klęłam w myślach na siebie, ponieważ po całym dniu pochylania się nad płótnem kark dawał się we znaki. Zostawić to? Absolutnie! Przecież to uwielbiam –  dlatego kolejne dni znów dzierżyłam w prawej dłoni pędzel, a w lewej paletę z farbami. Później „Trzask! Prask!” i coś się przestawiło. Nie żeby w karku, nie w obrazach… w głowie.

Znów coś schodzi na dalszy plan, by coś innego się wybiło. Zatęskniłam za biżuterią – a raczej za jej robieniem. Kolejne godziny poświęcam na to by powstały nowe bransoletki czy kolczyki. Wokół mnie turlają się koraliki, plączą żyłki i inne narzędzia. Mimo wzmożonej aktywności blog z biżuterią jakoś zapadł w śpiączkę. Wprawdzie zmieniłam nieco jego wygląd i "szykuję się" do wznowienia publikacji, ale to jeszcze nie ten czas. Nic na siłę.
Z natury jestem osobą poszukującą nowych wyzwań, dzięki temu nie narzekam na nudę :) Pole działań jednak się zawęża, bowiem największą satysfakcję sprawiają mi rękodzielnicze zadania. Przebrnęłam już przez szydełkowanie, robienie na drutach czy malowanie na szkle. Nałogowo wracam do malarstwa, pomimo to nie rezygnuję z nauki nowych umiejętności.

Nie martw się jeśli Ciebie także dopadają tego typu "okresy". Może zabrzmi to prozaicznie, ale życie to ciągłe poszukiwanie, a jego kwintesencja tkwi w naszej wewnętrznej satysfakcji.