''Siedem lat później'' Emily Giffin - przyjemna lektura na lato

13 cze 2014


Wyobrażacie sobie, że tę książkę kupiłam będąc w drugiej klasie licealnej? Przeczytałam ją zaledwie kilka dni temu. Czekała na mnie trzy lata... No prawie cztery...

Przez ten czas zdążyło się wiele w moim życiu zmienić. Czytałam ją teraz z zupełnie innej perspektywy, niżeli miałabym przeczytać ją kilka lat temu. Przeczytałam ją z perspektywy żony.

"Siedem lat później" to książka, która (jak wspominałam na Fecebook'owym profilu) pozostawiła we mnie uczucie niedosytu. Stało się tak przez to, iż autorka niestety nie doprowadziła do końca jednego wątku, który mnie osobiście bardzo zaintrygował. Byłam ciekawa czy dana postać, odnajdzie osobę, którą postanowiła odszukać oraz jak potoczą się ich dalsze losy. Być może był to zabieg celowy, by mieć materiał na kolejną książkę... Tego nie wiem. 
W czasie czytania spostrzegłam, że niektóre postaci są powiązane z książką Giffin "Coś pożyczonego", którą czytałam spory czas temu. Możliwe, że każda z jej książek jest w jakiś sposób ze sobą powiązana. Niestety nie przeczytałam wszystkich tworów autorki, by móc to potwierdzić.
Tak się przedstawia streszczenie tej książki, przepisane prosto z okładki:
"Podobno siedem to szczęśliwa liczba. Podobno charakter człowieka zmienia się co siedem lat. Podobno wiele małżeństw rozpada się po siedmiu latach. 
Tessa i Nick Russo zakochali się od pierwszego wejrzenia. Teraz są już siedem lat i dwoje dzieci później. Kiedy w rocznicę ich ślubu romantyczną kolację przerywa telefon ze szpitala, żadne z nich nawet nie domyśla się ile może się zmienić. Tego wieczoru doktor Russo spotyka Valerie... 
- Ufasz Nickowi?
- Ufam mu, mamo - odpowiadam. - Wiem, że nie jest idealny.
- Nikt nie jest - stwierdza matka.
- I wiem, że nasze małżeństwo nie jest idealnie - dodaję.
- Nie ma idealnych małżeństw. 
- Ale na pewno nigdy by mnie nie zdradził. 
Matka wyciąga dłoń i kładzie ją na mojej.
- Nick to dobry człowiek. Naprawdę dobry... Ale nauczyłam się w życiu jednego: nigdy nie mów nigdy."

Książka jest podzielona na dość krótkie rozdziały, zatytułowane imionami dwóch kluczowych bohaterek: Tessy Russo i Valery Anderson. Dwie narratorki, to dwa różne punkty widzenia. Żona i kochanka... Nick jest uznanym chirurgiem dziecięcym, Tessa zrezygnowała z pracy nauczycielki na rzecz opieki nad dziećmi, a Valery jest prawniczką. Wszystko kręci się wokół miłości, zdrady, zaufania i przebaczania, choć także przyjaźni. Mogłoby się wydawać, że będzie bardzo nużąco, ale sposób pisania Giffin jest dla mnie wprost zdumiewający. Wszystko potrafi poprowadzić w sposób bardzo lekki. Ponad 400 stron pochłonęłam w niecałe 3 dni. 

Czujecie się zachęcone do przeczytania? Czy wręcz przeciwnie? :) 

3 komentarze:

  1. Czytałam swego czasu książki Giffin i bardzo dobrze je wspominam. Lekka lektura na lato, ale absolutnie nie banalna.
    *Jak się cieszę, że nareszcie mogę napisać, że coś czytałam... Mam takie tyły, że przy postach czytelniczych rzadko mogę napisać, że coś znam, a jednak tym razem ;))

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie znam tej książki. Chętnie bym ją kiedyś przeczytała. Na razie mam stos książek, które będę czytać w wakacje :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie czytałam i nie znam, ale chyba się na nią skuszę bo mnie zachęciłaś :)

    OdpowiedzUsuń