Jeśli nie masz nic do stracenia, a możesz zyskać... Walcz o siebie

14 sty 2014

W życiu nie raz spotykają Nas sytuacje, w których podświadomość mówi by się wycofać. Często spowodowane jest to lękiem przed nieznanym, porażką czy niewiarą we własne możliwości. Chcę Wam na swoim przykładzie pokazać, że warto podjąć walkę.

Najbardziej stresującym dla mnie wydarzeniem była matura. Nie obawiałam się niczego oprócz matematyki. Umysł humanistyczny nie był w stanie pojąć wszystkiego z tej dziedziny. Po pierwszej niezdanej matematyce na próbnej maturze, podświadomość zaczęła wysyłać mi informacje, które prowadziły mnie do autodestrukcji. Byłam o milimetr od zrezygnowania z podejścia do majowego egzaminu. Do tego doszła presja otoczenia, które zewsząd głosiło, że zdolna ze mnie dziewczyna, że wierzą we mnie bo zawsze byłam bardzo dobrą uczennicą. W głowie jednak ciągle szumiała mi myśl o niepowodzeniu i zawodzie innych.
Momentem zwrotnym była druga próba. Wtedy się udało! To pokazało mi, że MUSZĘ i CHCĘ o siebie zawalczyć. Analizowałam wcześniejsze sytuacje i doszłam do wniosku, że przecież nie mam nic do stracenia. Duma, która mogłaby ucierpieć czy statystyki zdawalności w liceum (tym akurat się nie przejmowałam), to nic nieznaczące powody. Często powtarza się, że wiara czyni cuda, ale ona sama za mnie nic nie zrobi. Czyny + wiara to krok do sukcesu. Sukces został osiągnięty! Mam powody do dumy. Nie tyle ze zdanej matury, a z wygranej walki o siebie. Poddawanie się nie ma sensu.
Sami widzicie jak wiele możemy stracić z powodu błahych powodów. Wątpliwości Nas cofają, nie wnoszą nic dobrego do życia, ale z drugiej strony dają powód do głębszych przemyśleń.
Nie mogę zostać też obojętna wobec motywujących głosów, które dały mi wiatr w żagle. Czy przetrwałabym "sztorm" w pojedynkę? Środowisko ma na każdego duży wpływ, ale to od Nas samych zależy czy będziemy przynależeć do tego dobrego. Mamy możliwość wyboru- zawsze. Grunt to wybrać dobrze.

Od tamtego momentu wygoniłam i nadal wyganiam negatywne impulsy podświadomości. Czuję się szczęśliwa i jestem szczęśliwa. Weszłam w ostry zakręt, który wyprostowałam swoim pozytywnym nastawieniem. 

Oby to było dla Was przestrogą przed odpuszczeniem, i motywacją do walki o siebie samych. :)


16 komentarzy:

  1. Dokładnie, nie można się poddawać! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. dziwnie mi się czyta o obawach przed maturą z matematyki :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Czyżby matematyka była Twoim konikiem? :)

    OdpowiedzUsuń
  4. hahaha :D nie wiem czy to dobre określenie, ale studiuję matematykę :D

    OdpowiedzUsuń
  5. No to zdecydowanie dobre :) Podziwiam umysły ścisłe. Miałam kilka ulubionych działów, w których czułam się jak ryba w wodzie, ale wiele ich nie było ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. No ja też mam swoje ulubione działy, a niektórych nie trawię :D Ale inaczej się nie da :p stwierdziłam że skoro w miarę ogarniam to szkoda by było tego nie wykorzystać ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Lubię czytać Twoje posty ... :)
    Ja jednak częściej się chyba poddaję niż idę dalej, wycofuję się bo boję się że to mi nie wyjdzie ... przecież i tak się nie uda ... :)
    Pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
  8. Warto zaryzykować (jeśli nie masz nic do stracenia) nigdy nie mamy 100% pewności, że coś się uda czy nie. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. brawo! no risk no fun jak mawiają :) a ze swoimi słabosciami walczyć trzeba! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. brawo za postawę ! Chciałabym umieć tak myśleć;)

    OdpowiedzUsuń
  11. To można sobie przyswoić. Poważnie :) Kwestia ćwiczeń sposobu myślenia.

    OdpowiedzUsuń